Grzeczna młodzież, 2009
Teksty z naszej debiutanckiej płyty
Grzeczna młodzież
to nie jest muzyka śmierdząca polityką,
to muzyka prostych ludzi, takich jak my!
rewolucja dawno zdechła, świata nic nie zmieni,
bo w jego destrukcji jest za duży zysk!
grzeczna młodzieży, zapatrzona w telewizję,
ogłupiona trendami zachodnich klas!
jeśli chcecie posłuchajcie, powiem coś miłego,
od początku do końca będę pierdolił Was!
jeśli będę chciał, będę krzyczał na całego,
nikt z takich jak Ty, nie zamknie mi ust!
możesz walczyć, możesz krzyczeć i tak to nic nie zmieni,
bo prędzej czy później ktoś pociągnie za spust!
grzeczna młodzieży, zapatrzona w telewizję,
ogłupiona trendami zachodnich klas!
jeśli chcecie posłuchajcie, powiem coś miłego,
od początku do końca będę pierdolił Was!
Martwe ciała
budzisz się co rano, raczysz usta kawą,
żona zrobi tosty, Twój tryb życia prosty.
żyjąc sobie lekko, pijąc świeże mleko,
nie potrafisz przyjąć tego, że do pracy masz daleko!
Wasze martwe dusze!
ich martwe ciała!
niebo jasne nocą, nie, nie magii mocą,
czołgi z Waszyngtonu, spokój w Białym Domu.
gwiazdy na sztandarze, dzisiaj Wam pokażę,
jak te gwiazdy białe, krew pokrywa całe!
nuklearna wojna i kontrola zbrojna.
pada deszcz czerwieni, brudząc skórę ziemi.
rzeki czarnej ropy, pomoc z Europy,
strzelają moździerze, co kto może bierze!
Na krwi
niepotrzebne mi do szczęścia, Twoje przykazania,
Twoje słowa o dobroci, o wolności wybierania!
twierdzisz, że mogę wybierać co zechcę,
jednak kiedy się sprzeciwię zrobisz ze mnie mordercę!
jesteś moim wrogiem i nikt tego nie zmieni,
jestem panem swoich myśli na niebie i na ziemi!
mówisz o pokoju, prawisz o miłości,
jednak kiedy się sprzeciwię nie powstrzymasz się od złości!
mówisz nie zabijaj, to jest zakazane,
lecz przypomnij sobie na czym Twe imperium zbudowane!
jesteś moim wrogiem i nikt tego nie zmieni,
jestem panem swoich myśli na niebie i na ziemi!
Papaj chuligan
Papaj był dzielnym marynarzem,
nosił ciężkie buty i tatuaże!
chodził na koncerty, szalał nocami,
biegał w czarnej skórze nabitej ćwiekami!
wydzierał ryja w miejscowej kapeli,
śmierdział rybami nawet po kąpieli!
na jego blizny leciały laski,
gdy bił kogoś po ryju to leciały drzazgi!
lubił słuchać ska i pić dużo piwa,
gdy wchodził do knajpy, nikt go nie zatrzymał!
szanowali go wszyscy na jego dzielnicy,
potrafił się bić i rządził na ulicy!
teraz kiedy już młodość przeminęła,
on dalej nie myśli o pójściu do nieba!
znów założy glany, odpali fajkę,
umrze na ulicy jak prawdziwy fighter!
To my
to my! dzieci robotniczej masy.
to my! skazani na dzisiejsze czasy.
to my! dzieci buntowniczych lat,
i nasze dusze jak kwitnący kwiat!
to my! znamy smak pięści na zębach.
to my! w żyłach wciąż gorąca krew.
to my! rodem z zadymionej knajpy,
znamy smak miłości, kłamstwa i łez!
jesteśmy sobą!
będziemy trwać!
będziemy walczyć!
zdobywać świat!
to ja! bez nadziei patrze na życie.
to ja! kiedyś marzyłem o szczycie.
to ja! kiedyś mi przeszły marzenia,
nie mogę wzniecić już tego płomienia.
to ja! zbuntowany głośny krzyk.
to ja! działa na mnie tylko czas.
to ja! będę żył swymi prawami,
pytasz dlaczego?! bo żyję raz!
jesteśmy sobą!
będziemy trwać!
będziemy walczyć!
zdobywać świat!
W biegu dni
nie mamy pieniędzy, nie znamy się na modzie.
nie kręcą nas sterydy i ludzie silni w mordzie.
nie trzeba nam najnowszych hitów z MTV,
umiemy żyć bez tego, z uśmiechem w biegu dni!
siedzimy na ławce, łoimy browary!
mamy swoje zdanie, nie słuchamy mamy!
życie daje nam podstawy aby olać je,
raz jest gorzej, a raz lepiej każdy o tym wie!
potrafimy cieszyć się złotym blaskiem słońca.
oblewać się browarem i cieszyć bez końca.
tańczyć aż do rana, przy ostrych gitarach,
spędzać czas wesoło, do białego rana!
siedzimy na ławce, łoimy browary!
mamy swoje zdanie, nie słuchamy mamy!
życie daje nam podstawy aby olać je,
raz jest gorzej, a raz lepiej każdy o tym wie!
jak to bywa w życiu, czasem przyjdzie gorszy czas.
nie wszystko się układa, jakiś problem ściśnie nas.
lecz wiemy o tym dobrze, że nie jesteśmy sami,
bo idziemy przecież wspólnymi drogami!
siedzimy na ławce, łoimy browary!
mamy swoje zdanie, nie słuchamy mamy!
życie daje nam podstawy aby olać je,
raz jest gorzej, a raz lepiej każdy o tym wie!
Zawsze do przodu
pędzą chmury po szkarłatnym niebie,
suchy liść samotnie wisi na drzewie!
zmęczone ręce jeszcze pracują,
nowe twarze znowu więcej obiecują!
a my biegniemy w tym wszystkim przed siebie!
w radości i smutku, szyderstwie i gniewie!
idziemy przed siebie, jak wskazówki zegara,
w którym żadna godzina nigdy nie jest taka sama!
jedziemy po torach wagon za wagonem,
niby tym samym, a oddzielnym torem!
a my biegniemy w tym wszystkim przed siebie!
w radości i smutku, szyderstwie i gniewie!
I dlatego właśnie
nie każdy anarchista musi być punkiem,
nie każdy skinhead musi być naziolem,
nie każdy rastaman musi mieć dredy,
lecz każdy tępy wieśniak może być idolem!
i dlatego właśnie nie wierzę w nikogo,
kto gada mi jak trzeba żyć!
moja droga pozostanie moją drogą,
a Ty jeśli chcesz, to wyliż mi rzyć!
nie każdy metalowiec musi mieć pióra,
nie każdy harlejowiec musi mieć harleya,
nie każda tania dziwka chodzi w miniówie,
lecz każdy tępy wieśniak możne się sprzedać!
i dlatego właśnie nie wierzę w nikogo,
kto gada mi jak trzeba żyć!
moja droga pozostanie moją drogą
a Ty jeśli chcesz, to wyliż mi rzyć!
MEBP
dzień się zaczyna, słońce już wstało,
ludzie gdzieś pędzą, nam ciągle mało!
życie nie po to, by topić je w smutkach,
zwłaszcza wtedy, kiedy leje się wódka!
widać już z dala twarze kompanów,
słychać muzykę i strzały szampanów!
wisi w powietrzu zapach zabawy,
dziś już nową imprezę zaczynamy!
to właśnie Maniowy Ekipa Biba Party!
bez Was chłopaki świat gówno warty!
żyjemy przecież po to, by dobrze się bawić,
a smutki i troski gdzieś z tyłu zostawić!
zamiast pokory, wolimy smak piwa,
ten kto radosny zawsze wygrywa!
piwo, muzyka, zabawa i śmiech,
smutek i płacz już dawno porósł mech!
zostawmy płacz emo pedałom,
będziemy krzyczeć: mało! mało!! mało!!!
Nowe obietnice
zawsze na jesień, co cztery lata,
mamy znów nowego kandydata!
nowe przysięgi, nowa obłuda,
trochę pościemnia i mu się uda!
nowe obietnice, stare poczynania!
jutro ma być lepiej, każdy umie gadać!
mniejsze bezrobocie, obiady dla ubogich,
zagłosuj na mnie teraz, a karierę zrobisz!
miliony polskich złotych z państwowej skarbnicy
przepierdolą na wyborach nasi politycy!
nowe obietnice, stare poczynania!
jutro ma być lepiej, każdy umie gadać!
wciskają głupoty, wciskają nadzieje,
potem tłumaczą, że nie wiedzą co się dzieje!
nikt nie mówi wtedy za czyje pieniądze
są zaspokajane ich jebane żądze!
nowe obietnice, stare poczynania!
jutro ma być lepiej, każdy umie gadać!
Ring
patrzę na to nasze życie, widzę ciąg biegnących dni.
słońce wstaje i opada, czasem sił zabraknie mi!
ktoś przychodzi, ktoś odchodzi, zostawiając wszystko tu.
coś się kończy, coś zaczyna, ranek kończy przestrzeń snu!
RING! wstań i walcz!
RING! podnieś się!
RING! otrzyj płacz!
RING! dokończ grę!
nieraz byłem już na deskach, jednak coś kazało wstać.
podnieść głowę zadać ciosy, i odeprzeć nowy strzał!
by nie dostać nożem w plecy, aby nie poddawać się.
wygra ten kto jest silniejszy, więc się podnieś, dogoń mnie!
TV
patrzysz w telewizor, widzisz ten sam obraz,
banda skurwysynów coś pierdoli do nas.
mówią piękne słowa, pięknie wyglądają,
jedna wielka bzdura, niech już spierdalają!
wyłącz telewizor, nie słuchaj tych skurwieli!
usiądź z nami w barze, to cię rozweseli!
afera za aferą, goni aferę,
w niedzielę modlą się gorliwie w kościele.
dają dobry przykład, głupoty i złodziejstwa,
śmieszą mnie ich plany i strategia wiejska!
wyłącz telewizor, nie słuchaj tych skurwieli!
usiądź z nami w barze, to cię rozweseli!
jedna wielka mafia, większa niż policja,
jebie nas ich zdanie i chora ambicja.
szczerze mam ich dosyć, jebie mnie co mówią,
jebie mnie co myślą, o czym ciągle trują!
wyłącz telewizor, nie słuchaj tych skurwieli!
usiądź z nami w barze, to cię rozweseli!
patrzysz w telewizor, widzisz ten sam obraz,
banda skurwysynów coś pierdoli do nas.
mówią piękne słowa, pięknie wyglądają,
jedna wielka bzdura, niech już spierdalają!
Zabawa
kiedy słońce mocno świeci
i roboty przyjdzie kres,
wychodzimy na ulicę,
aby piwa napić się!
każdy idzie uśmiechnięty,
każdy czuje duży luz,
nie przejmując się przyszłością,
dziś zabawa rządzi tu!
Każdy idzie w swoją stronę
patrząc na stracony czas!
życie na wysokiej fali
zadowala nas!!
ciężkie buty biją w asfalt,
rock 'n' rolla grają nam,
wszyscy ludzie krzywo patrzą,
babka krzyczy; „co za cham!”
browar leje się litrami,
on uleczy gardło me,
aby śmiało się bez przerwy
i umiało krzyczeć NIE!
Każdy idzie w swoja stronę
patrząc na stracony czas!
życie na wysokiej fali
zadowala nas!!
Nic się nie zmienia, 2011
Teksty z naszej drugiej płyty.
Kajdany
Na rękach kajdany, głowa spuszczona w dół!
W żelaznej klatce zasad serce pęka na pół..
Twarde jak beton i zimne jak lód,
Kajdany codzienności, by zaspokoić głód!
Stłumione emocje nie pozwalają spać!
Kieliszek goryczy każe ci się bać..
Krzyż jest coraz cięższy i wżyna w plecy się,
Twoja obojętność narasta z każdym dniem!
Ref.
Kajdany, kajdany, na twoich nadgarstkach..
Krzyż Odkupienia przed tobą wyrasta!
A kiedy twoje ręce wreszcie powiedzą stop!
I koniec twojej drogi będzie już o krok..
Dostaniesz jałmużnę, nagrodę wszystkich lat,
Które spędziłeś w cieniu żelaznych krat!
Prawdziwi pozostaną..
Gdzie są twe okrzyki i twoja rewolucja?!
Gdzie są twoje hasła i systemu egzekucja..?!
Gdzie są twoi bracia i twoje ideały?
Gdzie są te twarze, co tak głośno krzyczały..
Ref.
Zostałeś całkiem sam, nie słychać twego krzyku!
A twoi towarzysze zniknęli gdzieś po cichu..
Zostałeś całkiem sam, nie słychać twego krzyku!
A twoi towarzysze zniknęli gdzieś po cichu..
Nie warto wierzyć w słowa, nie poparte czynami!
Hasła się rozmyją gdzieś w życiowej otchłani..
A ty zostajesz sam, oszukany i rozdarty,
Dochodzi do ciebie, że nie ty rozdajesz karty!
Nie warto wierzyć w słowa, nie poparte czynami!
Hasła się rozmyją gdzieś w życiowej otchłani..
Prawdziwi pozostaną na zawsze i na wieki!
Gdy twoje serce płonie, a łza płynie spod powieki!
Vendetta
Jestem śmieciem, którego nienawidzisz!
Jestem smrodem gnijących ciał..
Jestem jak wrzód na twojej tłustej dupie,
Nie zginę, nie zdechnę, choć byś chciał!
Jestem jak pistolet, który strzela sam od siebie!
Boisz się mnie i nie chcesz mnie znać..
Jestem chorobą, bandytą i zbiegiem,
Który zapamiętał twoją twarz!
Jestem Vendettą i nożem straceńców,
których wysłałeś naprzeciw nam!
Jestem nienawiścią płonącą w sercu,
Jestem smrodem ich gnijących ciał!
W pierwszej kolejności
Pytasz mnie kim jestem, co znaczy ta fryzura.
Czy jestem anarchistą, czy to moja subkultura.
Czy chcę coś tutaj zmienić, czy wierzę w rewolucję,
Czy popieram hasła negujące konstytucję?
Czy odczuwam smutek, gdy patrzę na cierpienie,
Czy umiem w ciężkich chwilach sięgać po kamienie?
Ref. Bo w pierwszej kolejności jestem człowiekiem,
Chcę żyć tak jak potrafię, jak umiem najlepiej!
W pierwszej kolejności jestem człowiekiem,
Chcę żyć tak jak potrafię, jak umiem najlepiej!
A ja zapytam ciebie, wielki buntowniku,
Chlejący tanie wina na obszczanym krawężniku.
Co w życiu zrobiłeś, co reprezentujesz?
Oddałeś życie znaczkom, których nie rozumiesz.
Utopia i rozdarcie wcale nie jest buntem,
Świat żyje tu i teraz, a nasz żyje pod gruntem!
Nie muszę nosić znaczków, by coś reprezentować.
Więzić siebie w klatce poglądów i zachowań.
Sam ustalam kolej, wizję mego życia,
Murów do zniszczenia, schematów do zabicia.
Nie licz na przypadek, nie licz na amnestię.
Nie ma przeznaczenia, są tylko twarde kwestie!
Nigdy nie mów nigdy
Nigdy nie zapomnę pijanych okrzyków,
Spotkań niebanalnych gdzieś na krawężniku.
Nigdy nie zapomnę smaku tego piwa,
Które działało na ból jak morfina!
Ref.
Nigdy nie mów nigdy, każdy ci to powie,
Lecz nie każdy wie, co siedzi w mojej głowie!
Nigdy nie zapomnę rozstrojonych gitar,
Przepitego głosu ze starego głośnika.
Nigdy nie zapomnę kto jest skurwysynem,
Komu trzeba spuścić na szyję gilotynę!
Nigdy nie zapomnę gdzie się urodziłem,
Gdzie spędziłem życie i gdzie z życiem walczyłem.
Nigdy nie zapomnę co mi daje siłę,
Gdy wszystko dookoła wydaje się być zgniłe!
Nienawiść miłością..
Niech spłonie na stosie obłudne milczenie!
Niech spłonie na stosie, niech lecą kamienie!
Wszystkie świątynie zamienią się w piekło!
Ci najwierniejsi przed nim uklękną!
Ref.
Nienawiść, miłością jest chlebem waszych rąk!
Nienawiść, miłością jest chlebem waszych rąk!
Nienawiść, miłością jest chlebem waszych rąk!
Nienawiść, miłością jest chlebem waszych rąk!
Najpodlejsze zło najlepiej się maskuje!
Pod płaszczem pokory bestia się mutuje!
Najwięcej oklasków zbiera sprzedajny!
A dla prawdziwego chłosta i kajdany!
77'
77 grzechów, które uczyniłem,
77 razy sumienie zabiłem!
77 litrów wypitej gorzały,
77 lat będę niedojrzały!
77 razy straciłem nadzieje,
77 razy głośno sie zaśmieje!
77 bluzg skierowanych do ciebie,
77 gwiazd, które zgasły na niebie!
Ref.
77 lat będę niedojrzały! 77 lat będę niedojrzały!
77 lat będę niedojrzały! 77 lat będę niedojrzały!
77 przyczyn dla których to robię,
77 zniczy na zapomnianym grobie!
77 myśli których się wstydzę,
77 rzeczy których nienawidzę!
77 marnych straconych ideałów,
77 niepotrzebnych morałów!
77 spojrzeń których nie zapomnę,
77 marzeń, które leżą nieprzytomne!
Wściekły gość
Będę niszczył, będę bił,
Będę po swojemu żył.
Czemu nie rozumiesz mnie,
Ja nie jestem twoim psem!
Jestem w pełni zdrowych zmysłów,
Żyję w ludzkim środowisku.
Nie rób ze mnie popychadła,
Nie chcę by twa głowa spadła!
Ref.
Wściekły Gość! Wściekły Gość!
Wściekły Gość! Wściekły Gość!
Ja nie jestem imbecylem,
Ja nie jestem skurwysynem.
Ja nie będę w miejscu stał,
Nie mów więc co robić mam!
W klatce nie zamkniecie mnie,
Nigdy nie dam pojmać się.
Lepiej odejdź z drogi mej,
Boi inaczej zniszczę cię!
Nie wiesz wcale jak to jest,
To dla ciebie chore jest.
Mój mózg nie zbuntował się,
Moja dzikość wkurwia cię!
Nic się nie zmienia
Nie widzę niczego, mam klapki na oczach,
Plastik w mych żyłach zamiast osocza.
Mój statek żegluje i topi się w rzygach,
Rozrywam swe serce i wypływa żółć!
Ref.
Pusta głowa, piękny świat, idę tak już wiele lat.
Pusta głowa, piękny świat: nic się nie zmienia!
Spleśniała świadomość w różowym mundurku,
Przegniłe sumienie wisi na sznurku.
Nie pytaj, nie słuchaj, włóż głowę w piasek,
Wyrzygana moralność wysycha jak strup!
Naprzeciwko im wszystkim
Stoimy naprzeciwko im wszystkim,
Chociaż po oczach drapie gaz,
Ulica obroni się sama,
Bywało przecież gorzej nie raz!
Zaciśnij pięści podnieś głowę,
Twoja duma, twoją bronią jest!
Jeszcze przypomną nasze słowa,
Twoje życie to bojowy chrzest!
Nie pozwól by deptali twoje prawa!
Śmiej się skurwysynom prosto w ryj!
Oni mają władzę, my ich mamy w dupie!
Kiedyś na głowie pęknie kij!
Stoimy naprzeciwko im wszystkim,
Chociaż po oczach drapie gaz,
Ulica obroni się sama,
Bywało przecież gorzej nie raz!
Zaciśnij pięści podnieś głowę,
Twoja duma, twoją bronią jest!
Jeszcze przypomną nasze słowa,
Twoje życie to bojowy chrzest!
Nie pozwól by deptali twoje prawa!
Śmiej się skurwysynom prosto w ryj!
Oni mają władzę, my ich mamy w dupie!
Kiedyś na głowie pęknie kij!
Nigdy nie sprzedasz swoich braci,
Oni zawsze z tobą aż po kres!
Dopóki w to wierzysz, to jest niezniszczalne,
Chociaż czasem błyszczą krople łez!
(nie)Grzeczna dziewczynka
Kiedy grzeczna dziewczynka zaczyna dorastać,
Gdy wychodzi spod skrzydeł rodziców swych,
Poznaje smak zabawy, pocałunków, alkoholu,
Co raz bardziej pogodne wydają sie być dni.
A pogoda czasami lubi sie zmieniać,
Z bardzo niepozornych chmur pada czasem deszcz,
Gdy sie o tym nie myśli, ciężko to zrozumieć,
Wtedy z nieba zamiast deszczu lecą litry łez!
Litry łez! Litry łez!
Grzeczna dziewczynka będzie mieć synka,
Co powiedzą rodzice, co powie rodzinka?
Ona była przecież najlepsza w rodzinie,
Jak mógł jej to zrobić, chłopaki to świnie!
Chłopaki to świnie! Chłopaki to świnie!
Nadpobudliwi
Alkohol szaleje w układzie krwionośnym,
Dziś wszyscy usłyszą nasz krzyk donośny!
Armia dzikich dźwięków podnosi ciśnienie,
W oczach dziki ogień i uśpione sumienie!
Ref.
Nadpobudliwi, wściekli wybrańcy!
W naszych młodych sercach znów chaos zatańczy!
Szybka muzyka i głośne okrzyki,
Bez kompromisów i bez polityki!
Nowonarodzeni wysłańcy zaświatów,
Nie znamy zapachu kolorowych kwiatów!
Zbyt sztywni by ulegać nowościom i modzie,
Wolimy ostre dźwięki i 40% w mordzie!
Twoja statystyka nas nie obejmuje,
Jesteśmy pędem zła które sie nie zatrzymuje!
Chwała przyjaciołom
Otwierasz rano oczy, wstaje nowy dzień,
To samo na okrągło, tylko praca i sen.
Ta sama czarna kawa, papierosa smak,
Nawet nie wiesz kiedy już minęło kilkanaście lat.
Lecz coś cię tutaj trzyma, nie daje ci zejść,
Nawet sam czasem nie umiesz wytłumaczyć co to jest..
Może to załoga z którą rzadko nudzisz się,
Pijana i wesoła, lecz też zabita dniem.
Może chęć zrobienia czegoś w czym zawarte jest sto wad,
Może jest to niedorzeczne, lecz nie bardziej niż twój świat!
Ref.
Miłość, nienawiść, nadzieja – codzienność!
Miłość, nienawiść, nadzieja – codzienność!
Miłość, nienawiść, nadzieja – codzienność!
Miłość, nienawiść, nadzieja – codzienność!
Może to świadomość, że spod nóg ucieka czas?
Może to ten płomień, który pali się gdzieś w nas.
Może właśnie on podpowiada mi:
By nie wierzyć w tych co mówią jak powinienem żyć!
Może to ta radość w sercu, gdy widzisz wszystkich tych,
Którzy srają na schematy, widzisz cząstkę siebie w nich.
Nie chcę być numerem w kartotece waszych spraw,
Nie chcę włączać się w owacje tłumu fałszywych braw.
Bo jestem tylko sobą i żyję tylko raz,
Tyle rzeczy mi przeszkadza, a tak szybko płynie czas!
Zabijcie się wszyscy nawzajem
Idąc ulicą zupełnie trzeźwy, widzę zbuntowaną młodzież która nie rozumie nic.
Zapchani bełkotem skurwiałych liderów, mówią co jest dobre, a co jest złe!
Idąc ulicą zupełnie trzeźwy, widzę zbuntowaną młodzież która nie rozumie nic.
Wlepiają etykietki, politycznie poprawni, mówią po której stronie powinieneś żyć!
Ref.
Zabijcie się wszyscy nawzajem,
W imię nędznych racji które są waszym rajem!
A wasze garbate anioły,
Niech w pocie czoła kopią wam doły!
Idąc ulicą zupełnie trzeźwy, widzę zbuntowaną młodzież która nie rozumie nic.
Zapchani bełkotem dawno zdechłej rebelii, zachlani buntownicy nie pomogą ci żyć!
Idąc ulicą zupełnie trzeźwy, widzę zbuntowaną młodzież która nie rozumie nic.
Nie zdaje sobie sprawy, że jej egzystencja została wchłonięta przez społeczny syf!
